Atmosfera
zgęstniała w ułamku sekundy. Kubiak jakby wyczuł co się dzieje, bo postanowił
ulotnić się bez słowa przesyłając tylko w moją stronę przepraszające
spojrzenie. Chyba nikt oprócz naszej trójki nie wiedział co się święci. Zbyszek
też nie miał zamiaru robić przedstawienia, bo, gdy się odezwał to nie krzyczał,
ale dla powagi sytuacji i zademonstrowania mi jaki jest wściekły uraczył mnie
swoim szorstkim i stanowczym głosem.
- Kompletnie ci odbiło? Co to miało być? Zrobiłaś ze mnie idiotę przy mojej siostrze – stwierdził. Czułam, że patrzy wprost w moją twarz. Mój wzrok skupił się jednak na Pawle Rusku, który przygotowywał się do rozgrzewki.
- Nie wiedziałam, że to Kaśka wybacz – tylko na tyle było mnie stać. Nie ukrywajmy zaczęłam się trochę wstydzić tego jak się zachowałam.
- Przecież widziałaś jej zdjęcia – może i Bartman teraz miał rację, ale w perfumerii złość i chyba zazdrość tak mnie zamroczyły, że nie połączyłam ze sobą tych faktów.
- Pomyliłam się co mam ci jeszcze powiedzieć ?– Wiktoria Grodecka nie lubi przyznawać się do błędów, ale teraz ta rozmowa zaczynała mi coraz bardziej ciążyć. Poczucie wstydu zaczęło się wzmagać, nie byłam przecież aż taką hipokrytką, by odstawiać sceny zazdrości. Wcześniej nigdy mi się to nie zdarzało.
- Nie wiem, co masz mi jeszcze powiedzieć, może się wytłumacz. Od wielu dni nie pozwalasz mi ze sobą porozmawiać, a, jak już się widzimy to robisz ze mnie nie wiadomo jak wielkiego buca – zaczął ni z tego ni z owego się żalić. Naprawdę złożoność jego zachowania była, by dobrym materiałem do analizy.
- To ty nadal uważasz, że mamy o czym jeszcze ze sobą rozmawiać? Mi się wydawało co innego i już ci chyba to wyjaśniłam – nie chciałam słuchać żadnych tłumaczeń i obietnic, które i tak nie miały, by żadnego pokrycia.
- Znów to robisz, daj mi wyjaśnić! Byłem u ciebie w weekend, chciałem pogadać. Zostawiłem nawet kwiaty, które ci przyniosłem, chyba nikt ich nie ukradł? – odniosłam wrażenie, że Zbyszek ma zamiar rozmawiać nie biorąc pod uwagi tego, że ja nie mam na to najmniejszej ochoty.
- Myślisz, że kwiatki i słodycze wszystko załatwią? Zawiodłam się na tobie. Mam ci to przeliterować? – to nie do końca było tak, że ja nie chciałam go wysłuchać, gdzieś tam w środku piszczała jakaś część mnie wykrzykując „Daj mu szansę”, ale do była tylko maleńka część mnie. Reszta mojego wewnętrznego „JA” bała się tego co zrobię po jego wyznaniu.
- Mógłbym to naprawić – Bartman walczył z moim oporem.
- To nie jest czas ani miejsce na tą rozmowę – zdecydowałam. Chciałam odejść, ale jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku.
- Kiedy mam z tobą rozmawiać jak mnie unikasz? To jest odpowiednia chwila! – zadecydował nie pozwalając mi odejść.
- Zibi – usłyszałam głos Bernardiego. – Zbyszek! – powtórzył jeszcze bardziej zdenerwowany, gdy siatkarz nie zareagował za pierwszym razem na jego wołanie.
- What!? – warknął w jego stronę Bartman.
- Come here, now! – Lorenzo był już naprawdę wściekły, a z wściekłym Włochem nie było żadnej dyskusji.
To chyba przez naszą rozmowę trening nie mógł się w pełni rozpocząć, brunet musiał dołączyć do reszty drużyny. Puścił moją rękę i cicho klnąc pod nosem ruszył w stronę trenera.
Żeby opuścić boisko musiałam przejść obok Kaśki. Oczywiście mogłam wyjść drugimi drzwiami, ale, wtedy czekał, by mnie spacerek przez połowę trybun, a to już pewno wyglądało, by podejrzanie. Choćbym nie wiem jak chciała zignorować jej osobę to jednak te kilka metrów przed nią nie mogłam się opanować i spojrzałam w jej twarz. Nie zobaczyłam tak tego co spodziewałam się zobaczyć. Brunetka uśmiechała się do mnie nieśmiało. Wysiliłam się na podobny gest i wyszłam na korytarz wzdychając głośno. Liczyłam na chwilę spokoju, która jednak wcale nie miała zamiaru nadejść, najwyraźniej pojechała na wakacje na Haiti zamiast mnie w tej chwili wesprzeć.
- Wiktoria, mogę chwilę z tobą porozmawiać? – usłyszałam za swoim plecami, gdy zawzięcie poszukiwałam papierosów, które zapanowały, by nad moim drżeniem rąk. – Jestem Kaśka, siostra Zbyszka – przedstawiła się, gdy tylko odwróciła się w jej stronę
- Wiki – zdecydowałam się, że nie przedstawię obszerniej swojej osoby, mimo że na usta cisnęły mi się słowa, że jestem jedną z tych, które przeleciał jej brat.
- To co się stało w galerii… - zaczęła.
- Przepraszam, za to, nie powinnam – wtrąciłam. Nie wiedziałam na, ile jest wtajemniczona w to, co się dzieje między mną a jej bratem i czy w ogóle ma o tym jakieś pojęcie.
- Nie wiem, co jest między tobą a Zibim, podejrzewam, że jednak coś was łączy. Jeżeli on spieprzył sprawę to pozwól mu to naprawić. Wiem, że on nie jest łatwym człowiekiem, ale wie, kiedy popełnia błędy – starała się go usprawiedliwiać i tak jak przypuszczałam nie miała żadnej świadomości co do tego co działo się między mną a Zbyszkiem . Tak można nazwać ślepą miłość miedzy rodzeństwem, które zawsze będzie bronić siebie nawzajem.
- To normalne, że go bronisz, ale nie wiem czy byłabyś tego samego zdania gdybyś wiedziała co się wydarzyło – nie miała ochoty się z nią tym dzielić. Niech spyta braciszka jak tak bardzo chce wiedzieć.
- To może ty mi powiesz – nalegała. Nic do Kaśki nie miałam, ale to zachowanie uznałam za przesadę.
- Wybacz, ale to sprawa tylko miedzy mną a Zbyszkiem – nie bardzo wiedziałam jak się wyswobodzić z tej coraz bardziej krępującej rozmowy i tutaj na ratunek przyszedł mi ojciec.
- Wiktoria dobrze, że cię widzę – dołączył do nas witając przy okazji brunetkę. – Mam do ciebie pilną sprawę, chodźmy do gabinetu.
Gdy szłam z tatą w stronę jego królestwa zastanawiałam się czy najlepszym wyjściem nie było, by zniknięcie na jakiś czas z życia jastrzębskiego klubu. Jakoś powinni be ze mnie wytrzymać, studia to zawsze był dobry pretekst na wymiganie się od wielu obowiązków. Niestety, moje nadzieje szybko rozwiał przygotowany plan ojca.
- Wiesz, że organizujemy benefis, gdzie współudział będzie miał tata Michała Łasko? – rozpoczął a mi od razu w głowie pojawiła się czerwona lampka z napisem : Uciekaj, uciekaj, póki możesz.
- Coś tam słyszałam – bąknęłam bez entuzjazmu.
- Mamy tam mały problem z dopięciem kilku szczegółów. Pomyślałem, że mi pomożesz – gdybym nie siedziała to zapewne leżałabym jak długa na podłodze.
- Tato ja mam studia – usiłowałam się wymigać. Mina mojego ojca mówiła jednak, że na nic to się nie zda.
- Sama jeszcze niedawno mnie prosiłaś bym dał ci zarobić parę groszy. Daję ci taką okazję teraz, zapłacę tak jakbym płacił organizatorce takich imprez – kusił.
- Ale ja się na tym nie znam – chwytałam się czego tylko możliwe.
- Przecież ci pomogę. Dostarczę wszystkie kontakty, zawszę będę służył radą, nie wysyłam cię na wojnę to tylko mała impreza. Z resztą sam Michał obiecał pomóc– jak widać nawet, gdybym obcięła sobie ręce i nogi ojciec nadal twierdziłby, że dam sobie świetnie radę z tym zadaniem.
- Tato… - teraz to ja zacięłam sie w stylu Kubiaka , niby co miałam mu powiedzieć.
- Mogę ci dać jeszcze kogoś do pomocy. Nie wiem może Zbyszka, jak Michał to będzie za mało – zaproponował.
- Nie! – szybko zaprotestowałam. Na całe szczęście Zdziś Grodecki nie posiadał typowej dla kobiet intuicji i nie wyczuł tego zbyt gwałtownego sprzeciwu z mojej strony. – Michał mi wystarczy.
Wracając do Katowic na tylnym siedzeniu walała się wielka teczka ze wszystkim co mój ojciec uznał za przydatne w dopilnowaniu, by ten cały benefis wypalił. Powtarzał mi też jeszcze przed wyjściem, że ja mam tylko nad wszystkim czuwać i, że to nie będzie trudne. Nie dość, że na głowie miałam Bartman z jego dziwnym zachowaniem to jeszcze wpakowałam się w kolejne „COŚ” co jeszcze bardziej wywróci mi życie do góry nogami.
- Kompletnie ci odbiło? Co to miało być? Zrobiłaś ze mnie idiotę przy mojej siostrze – stwierdził. Czułam, że patrzy wprost w moją twarz. Mój wzrok skupił się jednak na Pawle Rusku, który przygotowywał się do rozgrzewki.
- Nie wiedziałam, że to Kaśka wybacz – tylko na tyle było mnie stać. Nie ukrywajmy zaczęłam się trochę wstydzić tego jak się zachowałam.
- Przecież widziałaś jej zdjęcia – może i Bartman teraz miał rację, ale w perfumerii złość i chyba zazdrość tak mnie zamroczyły, że nie połączyłam ze sobą tych faktów.
- Pomyliłam się co mam ci jeszcze powiedzieć ?– Wiktoria Grodecka nie lubi przyznawać się do błędów, ale teraz ta rozmowa zaczynała mi coraz bardziej ciążyć. Poczucie wstydu zaczęło się wzmagać, nie byłam przecież aż taką hipokrytką, by odstawiać sceny zazdrości. Wcześniej nigdy mi się to nie zdarzało.
- Nie wiem, co masz mi jeszcze powiedzieć, może się wytłumacz. Od wielu dni nie pozwalasz mi ze sobą porozmawiać, a, jak już się widzimy to robisz ze mnie nie wiadomo jak wielkiego buca – zaczął ni z tego ni z owego się żalić. Naprawdę złożoność jego zachowania była, by dobrym materiałem do analizy.
- To ty nadal uważasz, że mamy o czym jeszcze ze sobą rozmawiać? Mi się wydawało co innego i już ci chyba to wyjaśniłam – nie chciałam słuchać żadnych tłumaczeń i obietnic, które i tak nie miały, by żadnego pokrycia.
- Znów to robisz, daj mi wyjaśnić! Byłem u ciebie w weekend, chciałem pogadać. Zostawiłem nawet kwiaty, które ci przyniosłem, chyba nikt ich nie ukradł? – odniosłam wrażenie, że Zbyszek ma zamiar rozmawiać nie biorąc pod uwagi tego, że ja nie mam na to najmniejszej ochoty.
- Myślisz, że kwiatki i słodycze wszystko załatwią? Zawiodłam się na tobie. Mam ci to przeliterować? – to nie do końca było tak, że ja nie chciałam go wysłuchać, gdzieś tam w środku piszczała jakaś część mnie wykrzykując „Daj mu szansę”, ale do była tylko maleńka część mnie. Reszta mojego wewnętrznego „JA” bała się tego co zrobię po jego wyznaniu.
- Mógłbym to naprawić – Bartman walczył z moim oporem.
- To nie jest czas ani miejsce na tą rozmowę – zdecydowałam. Chciałam odejść, ale jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku.
- Kiedy mam z tobą rozmawiać jak mnie unikasz? To jest odpowiednia chwila! – zadecydował nie pozwalając mi odejść.
- Zibi – usłyszałam głos Bernardiego. – Zbyszek! – powtórzył jeszcze bardziej zdenerwowany, gdy siatkarz nie zareagował za pierwszym razem na jego wołanie.
- What!? – warknął w jego stronę Bartman.
- Come here, now! – Lorenzo był już naprawdę wściekły, a z wściekłym Włochem nie było żadnej dyskusji.
To chyba przez naszą rozmowę trening nie mógł się w pełni rozpocząć, brunet musiał dołączyć do reszty drużyny. Puścił moją rękę i cicho klnąc pod nosem ruszył w stronę trenera.
Żeby opuścić boisko musiałam przejść obok Kaśki. Oczywiście mogłam wyjść drugimi drzwiami, ale, wtedy czekał, by mnie spacerek przez połowę trybun, a to już pewno wyglądało, by podejrzanie. Choćbym nie wiem jak chciała zignorować jej osobę to jednak te kilka metrów przed nią nie mogłam się opanować i spojrzałam w jej twarz. Nie zobaczyłam tak tego co spodziewałam się zobaczyć. Brunetka uśmiechała się do mnie nieśmiało. Wysiliłam się na podobny gest i wyszłam na korytarz wzdychając głośno. Liczyłam na chwilę spokoju, która jednak wcale nie miała zamiaru nadejść, najwyraźniej pojechała na wakacje na Haiti zamiast mnie w tej chwili wesprzeć.
- Wiktoria, mogę chwilę z tobą porozmawiać? – usłyszałam za swoim plecami, gdy zawzięcie poszukiwałam papierosów, które zapanowały, by nad moim drżeniem rąk. – Jestem Kaśka, siostra Zbyszka – przedstawiła się, gdy tylko odwróciła się w jej stronę
- Wiki – zdecydowałam się, że nie przedstawię obszerniej swojej osoby, mimo że na usta cisnęły mi się słowa, że jestem jedną z tych, które przeleciał jej brat.
- To co się stało w galerii… - zaczęła.
- Przepraszam, za to, nie powinnam – wtrąciłam. Nie wiedziałam na, ile jest wtajemniczona w to, co się dzieje między mną a jej bratem i czy w ogóle ma o tym jakieś pojęcie.
- Nie wiem, co jest między tobą a Zibim, podejrzewam, że jednak coś was łączy. Jeżeli on spieprzył sprawę to pozwól mu to naprawić. Wiem, że on nie jest łatwym człowiekiem, ale wie, kiedy popełnia błędy – starała się go usprawiedliwiać i tak jak przypuszczałam nie miała żadnej świadomości co do tego co działo się między mną a Zbyszkiem . Tak można nazwać ślepą miłość miedzy rodzeństwem, które zawsze będzie bronić siebie nawzajem.
- To normalne, że go bronisz, ale nie wiem czy byłabyś tego samego zdania gdybyś wiedziała co się wydarzyło – nie miała ochoty się z nią tym dzielić. Niech spyta braciszka jak tak bardzo chce wiedzieć.
- To może ty mi powiesz – nalegała. Nic do Kaśki nie miałam, ale to zachowanie uznałam za przesadę.
- Wybacz, ale to sprawa tylko miedzy mną a Zbyszkiem – nie bardzo wiedziałam jak się wyswobodzić z tej coraz bardziej krępującej rozmowy i tutaj na ratunek przyszedł mi ojciec.
- Wiktoria dobrze, że cię widzę – dołączył do nas witając przy okazji brunetkę. – Mam do ciebie pilną sprawę, chodźmy do gabinetu.
Gdy szłam z tatą w stronę jego królestwa zastanawiałam się czy najlepszym wyjściem nie było, by zniknięcie na jakiś czas z życia jastrzębskiego klubu. Jakoś powinni be ze mnie wytrzymać, studia to zawsze był dobry pretekst na wymiganie się od wielu obowiązków. Niestety, moje nadzieje szybko rozwiał przygotowany plan ojca.
- Wiesz, że organizujemy benefis, gdzie współudział będzie miał tata Michała Łasko? – rozpoczął a mi od razu w głowie pojawiła się czerwona lampka z napisem : Uciekaj, uciekaj, póki możesz.
- Coś tam słyszałam – bąknęłam bez entuzjazmu.
- Mamy tam mały problem z dopięciem kilku szczegółów. Pomyślałem, że mi pomożesz – gdybym nie siedziała to zapewne leżałabym jak długa na podłodze.
- Tato ja mam studia – usiłowałam się wymigać. Mina mojego ojca mówiła jednak, że na nic to się nie zda.
- Sama jeszcze niedawno mnie prosiłaś bym dał ci zarobić parę groszy. Daję ci taką okazję teraz, zapłacę tak jakbym płacił organizatorce takich imprez – kusił.
- Ale ja się na tym nie znam – chwytałam się czego tylko możliwe.
- Przecież ci pomogę. Dostarczę wszystkie kontakty, zawszę będę służył radą, nie wysyłam cię na wojnę to tylko mała impreza. Z resztą sam Michał obiecał pomóc– jak widać nawet, gdybym obcięła sobie ręce i nogi ojciec nadal twierdziłby, że dam sobie świetnie radę z tym zadaniem.
- Tato… - teraz to ja zacięłam sie w stylu Kubiaka , niby co miałam mu powiedzieć.
- Mogę ci dać jeszcze kogoś do pomocy. Nie wiem może Zbyszka, jak Michał to będzie za mało – zaproponował.
- Nie! – szybko zaprotestowałam. Na całe szczęście Zdziś Grodecki nie posiadał typowej dla kobiet intuicji i nie wyczuł tego zbyt gwałtownego sprzeciwu z mojej strony. – Michał mi wystarczy.
Wracając do Katowic na tylnym siedzeniu walała się wielka teczka ze wszystkim co mój ojciec uznał za przydatne w dopilnowaniu, by ten cały benefis wypalił. Powtarzał mi też jeszcze przed wyjściem, że ja mam tylko nad wszystkim czuwać i, że to nie będzie trudne. Nie dość, że na głowie miałam Bartman z jego dziwnym zachowaniem to jeszcze wpakowałam się w kolejne „COŚ” co jeszcze bardziej wywróci mi życie do góry nogami.
..: :..
Ostatnio mnie korciło, żeby tutaj troszkę pozmieniać,
ale zrezygnowałam. Nie będę się brała za zmienianie czegoś co powstało 2
miesiące temu.
Onet mnie wykańcza i chyba przeniosę się na Blogspot, w sumie już poczyniłam pewne kroki w tym kierunku
Jak tam u was z gorączką przedolimpijską, nerwy są? Ja mam nadzieję, że chłopcy wyleczą mnie z tej mojej traumy, której nabawiłam się 4 lata temu po ćwierćfinale z Włochami.
Z ostatnim rozdziałem zawitam pewnie już po Igrzyskach znając moje tempo publikacji ;)
Onet mnie wykańcza i chyba przeniosę się na Blogspot, w sumie już poczyniłam pewne kroki w tym kierunku
Jak tam u was z gorączką przedolimpijską, nerwy są? Ja mam nadzieję, że chłopcy wyleczą mnie z tej mojej traumy, której nabawiłam się 4 lata temu po ćwierćfinale z Włochami.
Z ostatnim rozdziałem zawitam pewnie już po Igrzyskach znając moje tempo publikacji ;)